8 ulubionych kosmetyków do makijażu minionego roku

Rok 2015 zdecydowanie był rokiem odkryć kosmetycznych. Być może dlatego, że nigdy wcześniej nie przywiązywałam takiej uwagi do tego jak się maluję, nakładając rano na twarz tylko puder i przyciemniając rzęsy tuszem. Dopiero niedawno zaczęłam pogłębiać swoją wiedzę i uczyć się kolejnych trików makijażowych z filmów na YouTube czy przeróżnych blogów. Po raz pierwszy sięgnęłam po kosmetyki, o których wcześniej nawet nie miałam pojęcia, stawiając pierwsze mniej lub bardziej udane kroki w sztuce wizażu.


Oczywiście nadal się uczę. Nadal katuję filmiki Maxineczki, rozwijam się, choć wciąż daleko mi do makijażowego guru. ;) Mimo wszystko postanowiłam zrobić takie moje małe podsumowanie roku, pokazać moje odkrycia i opowiedzieć coś o nich. A nuż, widelec wpadnie Wam coś w oko i też postanowicie wypróbować któryś z wymienionych niżej kosmetyków?



1. Na pierwszy rzut idzie moja najulubieńsza paleta cieni The Nudes z Maybelline. Niestety z tego, co wiem, niedostępna w Polsce, ale jak kiedykolwiek na nią traficie, to możecie kupować w ciemno, jest naprawdę świetna! :) Po raz pierwszy usłyszałam o niej w filmiku Maxineczki (link tutaj) i jakoś nie zaprzątałam sobie nią głowy, bo wiedziałam, że i tak jej mieć nie będę, i przez długi czas katowałam moją paletę z MUA, aż tu nagle dostałam ją w prezencie od rodziny z zagranicy. Testuję ją do dziś, mam w niej już parę ulubionych odcieni do makijażu, który wykonuję na co dzień i po prostu je uwielbiam. Kolorystyka tej palety utrzymuje się w barwach neutralnych i mamy tu wszystkie kolory potrzebne do wykonania makijażu oka od beżu, poprzez różne odcienie brązu, perły i maty po intensywną czerń. Jakość cieni jak i ich pigmentacja jest rewelacyjna, ładnie wyglądają na skórze, nie osypują się i dobrze trzymają w ciągu dnia. Zdecydowanie paleta godna polecenia.

2. Długo szukałam bronzera, który nie zraniłby szczególnie mojego portfela, byłby matowy, chłodny i nadawał się do konturowania. Większość kosmetyków tego typu dostępnych w drogeriach ma w sobie masę świecących drobinek, a ich odcień podchodzi niemal pod soczystą pomarańczę. W końcu trafiłam na bronzer KOBO w odcieniu 311 Nubian Desert i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie wygląda na skórze, a jego kolor daleko ma do pomarańczy także bez problemu można nim wykonturować twarz.

3. Niegdyś lubiłam mieć dużo różnych róży, które niejednokrotnie nie pasowały do mojej cery. ;) Dzisiaj ograniczam się już do dwóch-trzech ulubionych i jednym z nich  zdecydowanie jest róż Freedom Makeup w odcieniu Banish. Powiem szczerze, że gdy dodałam go do koszyka na stronce z której zamawiałam kosmetyki, miałam pewne obawy. Bo czy róż za 5 złotych może być dobry? Oczywiście, że może, a to idealny przykład! Jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Czego chcieć więcej?

4. Gdyby ktoś mi powiedział w czasach liceum, że niedługo zacznę malować brwi, parsknęłabym mu śmiechem w twarz. Ale że brwi? Po co? Maluje się oczy a nie brwi. Nic bardziej mylnego, brwi malować zaczęłam i od dłuższego czasu używam do tego żelu Eyebrow Stylist z wibo. Mogłabym używać jeszcze jakiejś kredki, cienia, cokolwiek, ale tak się z tym żelem polubiłam, że wystarcza mi on w stu procentach. Z natury mam ciemne, gęste brwi, także wypełniać i przyciemniać ich jakoś specjalnie nie muszę. Żel z wibo nadaje im jedynie odrobinę ciemniejszego odcienia i ładnie rozczesuje formując odpowiedni kształt. Nie jest to kosmetyk z górnej półki, także nie utrzymuje włosków w mocnych ryzach przez cały dzień, ale jak dla mnie w zupełności to wystarcza. Zwłaszcza, że jego koszt to zaledwie coś koło 9-10 złotych.



5. Czas na puder. Od wielu lat wierna byłam pudrom w kamieniu i cholernie bałam się spróbować czegoś innego. W minionym roku w końcu się odważyłam sięgnąć po sypki puder z Manhattanu w odcieniu natural 1. Znowu nie jest to kosmetyk z górnej półki. Kupiłam go po prostu na próbę, nie przypuszczając, że się w nim kiedykolwiek zakocham. Słuchajcie, od tamtej pory uwielbiam pudry sypkie! ;) Ten widoczny na zdjęciu kupiłam bodajże w maju, a służy mi do dzisiaj - jest mega wydajny.

6. Korektorów miałam już wiele, zwykle sięgałam po takie w płynie i większość z nich nie zadowalała mnie w stu procentach. Tego z Catrice w odcieniu 010 Ivory obawiałam się z tego względu, że najczęściej mam długie paznokcie i nie byłabym zadowolona, gdyby kosmetyk gromadził się pod nimi podczas nabierania palcem ze słoiczka. Jak na razie nic takiego mnie nie spotkało, a z korektorem bardzo się zaprzyjaźniłam. Pięknie kryje sińce pod oczami i nadaje się też jako baza pod cienie na powieki.

7. Szminka Smart Girls o numerku 04 Sweet Kiss należy do moich najtańszych zdobyczy. Oczywiście najtańszy nie oznacza najgorszy. ;) Pomadka ta stała się moją ulubioną! Świetnie sprawdza się w codziennych makijażach. Dzięki niej pokochałam odcienie pink-nude, po które nigdy wcześniej nie sięgałam.

8. Z podkładami do twarzy miałam już tyle historii że głowa mała. Po prostu nie potrafię trafić w swój odcień. Zwykle kosmetyk, który w sklepie wydawał się idealny, w domu okazywał się być zbyt pomarańczowy lub zbyt różowy, albo odrobinę za ciemny. Podkład Rimmel Lasting Finish w kolorze 100 ivory to chyba pierwszy, który okazał się idealny, więc za nic się z nim nie rozstaję. To już moje trzecie opakowanie i raczej na tym nie poprzestanę. U mnie wersja w tubce, która jest delikatniejsza niż ta ze szklanej butelki. Podkład ten daje ładny efekt na skórze, nie tworzy maski i ładnie wyrównuje koloryt cery.

No i to już koniec złotej ósemki. Piszcie koniecznie, czy używałyście/używacie któregoś z tych kosmetyków i jak się u Was sprawdzają. A może macie jakieś swoje numery jeden, którymi chciałybyście się ze mną podzielić? ;)

Patrycja

1 komentarz:

Instagram