Oczywiście nadal się uczę. Nadal katuję filmiki Maxineczki, rozwijam się, choć wciąż daleko mi do makijażowego guru. ;) Mimo wszystko postanowiłam zrobić takie moje małe podsumowanie roku, pokazać moje odkrycia i opowiedzieć coś o nich. A nuż, widelec wpadnie Wam coś w oko i też postanowicie wypróbować któryś z wymienionych niżej kosmetyków?

1. Na pierwszy rzut idzie moja najulubieńsza paleta cieni The Nudes z Maybelline. Niestety z tego, co wiem, niedostępna w Polsce, ale jak kiedykolwiek na nią traficie, to możecie kupować w ciemno, jest naprawdę świetna! :) Po raz pierwszy usłyszałam o niej w filmiku Maxineczki (link tutaj) i jakoś nie zaprzątałam sobie nią głowy, bo wiedziałam, że i tak jej mieć nie będę, i przez długi czas katowałam moją paletę z MUA, aż tu nagle dostałam ją w prezencie od rodziny z zagranicy. Testuję ją do dziś, mam w niej już parę ulubionych odcieni do makijażu, który wykonuję na co dzień i po prostu je uwielbiam. Kolorystyka tej palety utrzymuje się w barwach neutralnych i mamy tu wszystkie kolory potrzebne do wykonania makijażu oka od beżu, poprzez różne odcienie brązu, perły i maty po intensywną czerń. Jakość cieni jak i ich pigmentacja jest rewelacyjna, ładnie wyglądają na skórze, nie osypują się i dobrze trzymają w ciągu dnia. Zdecydowanie paleta godna polecenia.
2. Długo szukałam bronzera, który nie zraniłby szczególnie mojego portfela, byłby matowy, chłodny i nadawał się do konturowania. Większość kosmetyków tego typu dostępnych w drogeriach ma w sobie masę świecących drobinek, a ich odcień podchodzi niemal pod soczystą pomarańczę. W końcu trafiłam na bronzer KOBO w odcieniu 311 Nubian Desert i to był strzał w dziesiątkę. Świetnie wygląda na skórze, a jego kolor daleko ma do pomarańczy także bez problemu można nim wykonturować twarz.
3. Niegdyś lubiłam mieć dużo różnych róży, które niejednokrotnie nie pasowały do mojej cery. ;) Dzisiaj ograniczam się już do dwóch-trzech ulubionych i jednym z nich zdecydowanie jest róż Freedom Makeup w odcieniu Banish. Powiem szczerze, że gdy dodałam go do koszyka na stronce z której zamawiałam kosmetyki, miałam pewne obawy. Bo czy róż za 5 złotych może być dobry? Oczywiście, że może, a to idealny przykład! Jest dobrze napigmentowany i długo utrzymuje się na skórze. Czego chcieć więcej?
4. Gdyby ktoś mi powiedział w czasach liceum, że niedługo zacznę malować brwi, parsknęłabym mu śmiechem w twarz. Ale że brwi? Po co? Maluje się oczy a nie brwi. Nic bardziej mylnego, brwi malować zaczęłam i od dłuższego czasu używam do tego żelu Eyebrow Stylist z wibo. Mogłabym używać jeszcze jakiejś kredki, cienia, cokolwiek, ale tak się z tym żelem polubiłam, że wystarcza mi on w stu procentach. Z natury mam ciemne, gęste brwi, także wypełniać i przyciemniać ich jakoś specjalnie nie muszę. Żel z wibo nadaje im jedynie odrobinę ciemniejszego odcienia i ładnie rozczesuje formując odpowiedni kształt. Nie jest to kosmetyk z górnej półki, także nie utrzymuje włosków w mocnych ryzach przez cały dzień, ale jak dla mnie w zupełności to wystarcza. Zwłaszcza, że jego koszt to zaledwie coś koło 9-10 złotych.

5. Czas na puder. Od wielu lat wierna byłam pudrom w kamieniu i cholernie bałam się spróbować czegoś innego. W minionym roku w końcu się odważyłam sięgnąć po sypki puder z Manhattanu w odcieniu natural 1. Znowu nie jest to kosmetyk z górnej półki. Kupiłam go po prostu na próbę, nie przypuszczając, że się w nim kiedykolwiek zakocham. Słuchajcie, od tamtej pory uwielbiam pudry sypkie! ;) Ten widoczny na zdjęciu kupiłam bodajże w maju, a służy mi do dzisiaj - jest mega wydajny.
6. Korektorów miałam już wiele, zwykle sięgałam po takie w płynie i większość z nich nie zadowalała mnie w stu procentach. Tego z Catrice w odcieniu 010 Ivory obawiałam się z tego względu, że najczęściej mam długie paznokcie i nie byłabym zadowolona, gdyby kosmetyk gromadził się pod nimi podczas nabierania palcem ze słoiczka. Jak na razie nic takiego mnie nie spotkało, a z korektorem bardzo się zaprzyjaźniłam. Pięknie kryje sińce pod oczami i nadaje się też jako baza pod cienie na powieki.
7. Szminka Smart Girls o numerku 04 Sweet Kiss należy do moich najtańszych zdobyczy. Oczywiście najtańszy nie oznacza najgorszy. ;) Pomadka ta stała się moją ulubioną! Świetnie sprawdza się w codziennych makijażach. Dzięki niej pokochałam odcienie pink-nude, po które nigdy wcześniej nie sięgałam.
8. Z podkładami do twarzy miałam już tyle historii że głowa mała. Po prostu nie potrafię trafić w swój odcień. Zwykle kosmetyk, który w sklepie wydawał się idealny, w domu okazywał się być zbyt pomarańczowy lub zbyt różowy, albo odrobinę za ciemny. Podkład Rimmel Lasting Finish w kolorze 100 ivory to chyba pierwszy, który okazał się idealny, więc za nic się z nim nie rozstaję. To już moje trzecie opakowanie i raczej na tym nie poprzestanę. U mnie wersja w tubce, która jest delikatniejsza niż ta ze szklanej butelki. Podkład ten daje ładny efekt na skórze, nie tworzy maski i ładnie wyrównuje koloryt cery.
No i to już koniec złotej ósemki. Piszcie koniecznie, czy używałyście/używacie któregoś z tych kosmetyków i jak się u Was sprawdzają. A może macie jakieś swoje numery jeden, którymi chciałybyście się ze mną podzielić? ;)

Piękny blog i zostaję na dłużej :))
OdpowiedzUsuń